Jakiś czas temu założyłem TU sprawę bo nie chcieli wypłacić odszkodowania. Sprawę wygrałem, kwota zadowalająca ale trwało to koszmarnie długo. Zjawiałem się na każdej sprawie i odpowiadałem na bzdetne pytania, co mogłem zrobić żeby uniknąć wjechania w dziurę, z jaką prędkością jechałem itp. Przedstawiciel ubezpieczyciela nie pojawił się ani razu. W końcu zapomniałem pójść na którąś sprawę i w tym momencie zapadł wyrok. Zaznaczam, że w pozwie wniosłem o rozpatrzenie sprawy bez mojej obecności (podobno tak się robi na wypadek gdybym właśnie zapomniał przyjść).
Tym razem migają się od wypłaty za guz w oponie. Kwota odszkodowania o które wnioskuję jest wyraźnie mniejsza od wartości auta więc już nie będzie przepychanek z wyceną jak przy poprzedniej sprawie. Zastanawiam się, czy warto chodzić na te sprawy. Wszystko i tak jest w papierach, skoro przedstawiciel ubezpieczyciela i tak się nie pojawia a ich "strategia" to granie na czas, bo rozstrzygnięcie będzie i tak na moją korzyść.
Ma ktoś doświadczenia przy sprawach z TU? Zależy mi, żeby mnie to jak najmniej absorbowało, ale nigdy nie było problemu, żeby te 2h wygospodarować. Po prostu nie widzę sensu bycia tam. Sąd i tak ma swoje wytyczne i oprze się na wycenie rzeczoznawcy, od której w razie czego odwołuję się pisemnie.
Poprzednim razem było tak, że TU wypisał kilka "wątpliwości" typu właśnie "co mogłem zrobić..." i sędzina pytała mnie o to punkt po punkcie... po wszystkim termin kolejnej sprawy za pół roku

Czy nie przychodząc na sprawę mogę się spodziewać takiego scenariusza: sprawa, wycena rzeczoznawcy, odpowiedz pisemna moja i TU, kolejna sprawa na której zapada wyrok?