Mialem podobne wiskanie na pradze, w zasadzie obok fabryki trzciny, specjalnie zjechał się drugi patrol tajniaków, wszystko było sprawdzane, buty,skarpetki,bagażnik,wycieraczki,schowki,kieszenie, portfele. Było nas 4 z czego wszyscy trzej poza kierowcą pilismy i mielismy przy sobie alkohol Do tego stopnia że jeden z tajniaków wybuchnął smiechem mówiąc do mojego znajomego który skitrał puszkę piwa w rękawie - Przepraszam ale Panu coś cieknie z rekawa na nogawkę....
Ale przede wszystkim było kulturalnie - Per Pan, proszę, mogę, dziekuję,dobrywieczór, dobranoc.
Taką mają pracę, ja to rozumiem, 4 gości w czarnej beemce ok. 22 grzebiących jakims narzędziem przy podszybiu może zdziwić, zwłaszcza na bocznej uliczce

A weź tu wytłumacz że płyta nam wpadła za nawiewy
Tutaj Panow poniosła ułańska fantazja, pomijam że początkowy terror był celowy = gra psychologiczna, jak by coś przy sobie mieli mogli by się skiślować. Ale robienie szopki z psami, przełożony i teksty o pomówieniu = ten chlopak naprawdę się przestraszył - nie bez powodu powiedział przepraszam, to był odruch, a pogłebianie tej sytuacji, że na komendę, a że grozi mu odpowiedzialności i tekst " na drugi raz uważaj co mówisz" - dla mnie zrobione pod publiczkę bo była telewizja. Ja rozumiem że specyfika dzielnicy robi swoje i Panowie nie mogą być "za miękkcy" ale są pewne granice.