Adam093 napisał(a):
Skończy się jazda gówniaży na litrowych maszynach.
taaa, bo ci co mają 24 lat jeżdżą inaczej niż jak mieli 18. Bzdura. Co najwyżej lepiej jeżdżą, a to tylko dlatego że natłukli już trochę kilometrów.
ULLISSES napisał(a):
byle tylko pociecha zajęła się sobą i nie przeszkadzała im w oglądaniu TV.
Do tego się kupuje komputer, lub jakąś konsolę
Moim zdaniem te dodatkowe kategorie od 14 lat są fajne. Człowiek zaczyna od małych sprzętów i jak zaczyna je ogarniać przesiada się na większe. Nabędzie też trochę respektu (oczywiście nie każdy) i doświadczenia.
Sam jeździłem na 50 od jakiegoś 14 roku życia. Głównie wygłupiałem się po lesie (było to enduro). Nie raz się wywróciłem, poobijałem, ale nic poważnego mi się nie stało. Oczywiście 50 była odblokowana i jechała jakieś 80, ale w terenie to i tak nie do osiągnięcia (przynajmniej dla mnie) i na 250 i na 450. Później przesiadka na 60KM 250 która waży jakieś 80kg (prędkość maksymalna jakieś 120, ale w enduro to i tak bez sensu). Dla mnie do dziś nie do ogarnięcia, ale ja nie lubię się taplać w błocie więc rzadko jeżdżę. Oczywiście jak chciałem gdzieś podjechać, a nikt nie miał czasu mnie zawieść to brałem motor.
Skończyłem 18 lat. I na legalu jeździłem tą 50. Tak nie znoszę komunikacji miejskiej że nawet w październiku jeździłem tą 50 do szkoły (jakieś 25km). Przeziębiłem sobie tym zatoki. Zrobiłem prawko (zarówno A jak i B). Samochodami też od dawna już jeździłem, ale tutaj chodzi mi o przykład motocykli. Mimo że miałem uprawnienia ojciec nie bardzo pozwalał mi wsiadać na swoją 1150 z faktu że nie umiem jeździć i taka była prawda. Motor prowadził mnie a nie ja jego. Dał mi książkę na ten temat, następnie zorganizowaliśmy sobie szkolenie w Ułężu. Potem szkolenie u BMW w Monachium, wypad w Alpy. Od tamtej pory to ja faktycznie prowadzę motor i jeżdżę kiedy tylko mam ochotę. Moim zdaniem takie szkolenia to powinna być rzecz obowiązkowa, a nie kończenie nie wiadomo ilu lat.
Na górskich serpentynach mimo stosunkowo słabych sprzętów (BMW GS Adventure z kuframi) wyprzedzaliśmy wszystko, 1000-czki, 600-tki bo ich właściciele tylko na prostych umieją odkręcić
Jak wsiadam na nasze motorki które jednak nie mają jakiś niesamowitych osiągów (jak na motory oczywiście), gdyż są to jednak motory bardziej w trasę (BMW R1150RS i R1200GS) to jadę dosyć żwawo, ale jakoś z reguły nie mam niebezpiecznych sytuacji. W każdym razie nie więcej niż podczas normalnej jazdy samochodem. Ale jak ostatnio wsiadłem na 1000 to wciągu jednego dnia miałem więcej niebezpiecznych sytuacji niż w ciągu całej mojej historii jazdy na motocyklu. Chciałbym mieć taki sprzęt, ale wiem że prędzej czy później bym się na nim zabił. To są torowe maszyny, przy których trzeba mieć niesamowite umiejętności i jeszcze więcej zdrowego rozsądku, a niestety większość motocyklistów i to właśnie młodych dosiada takie a nie inne sprzęty. Mimo że wcześniej nie siedzieli na jakimkolwiek motorze i nie umieją jeździć.
A co to ma być za krus reedukacyjny? Muszę posiedzieć kilka godzin w sali wykładowej i znowu mam 0p. Jak tak to dla mnie bomba
Chociaż odkąd odzyskałem prawko nie przekroczyłem 10p.