Ja tam się piłką nie jaram od co najmniej 10 lat, ale finał obejrzałem, jako jedyny w całości mecz tych mistrzostw. Nie ogarniam kto jest kto, kto co itd.
Coś tam jednak pamiętam. Po 1. śmieszą mnie te dyskusje, że a jakby odgwizdał, to byłby spalony, a jak nie, to byłby gol, a jakby strzelił ten, a jak tamten, a jakby Roben dostał czerwoną itd. - przecież na tym polega cały fun w piłce, na tym w ogóle polega sport, a przewaga Hiszpanów była znaczna, grali po prostu lepiej i trzeba być ignorantem, żeby tego nie przyznać. To oni kontrolowali grę, Holendrzy musieli uciekać się do brutalnych wejść, co zwykle stosuje drużyna słabsza, w praktycznie każdym sporcie. No i seria, że nie przegrali tyle meczów... nie ma serii, która nie ma końca, a specyfika grania w turnieju jest taka, że nie trzeba wygrywać WSZYSTKICH meczów, to o niczym nie świadczy. Kto kiedykolwiek uczestniczył w turnieju, to wie.
Mimo wszystko, finał mi się bardzo podobał. Gdyby to był jakiś ligowy, to byłby do dupy. Jednak to był finał MŚ. Był ciekawy, pełny emocji i nerwów, w końcu stawka jest ogromna. Wiadomo, że nie będzie 3:7 wyniku, tylko jedna, może 2. bramki. Obie drużyny walczyły strasznie zawzięcie, a to jest najcenniejsze, co tylko można oglądać. Przynajmniej dla mnie, jeśli mam oglądać cały mecz, wolę zamiast 5 goli, trików, przewrotek, oglądać pasjonującą walkę, napięcie, emocje, gdzie cały czas nie wiadomo, jakie będzie rozstrzygnięcie. Czuć było, że stawka jest paraliżująca, wysoka, i to jest super! Do 117 minuty (chyba?) wszystko było przecież otwarte!
Lubię, jak są karne, ale nie w finale, więc też dobrze, że zwycięska drużyna strzeliła normalną bramkę.
Jednym słowem- fajny mecz
