Można śmiało powiedzieć że tylne zawieszenie za wyjątkiem amortyzatorów, które są na razie ok, jest całkowicie nowiutkie i działa rewelacyjnie

Co mnie również cieszy to fakt, że tył wcale nie usiadł po włożeniu sprężyn obniżających. Jest w sumie wyższy co świadczy o tym, że stare sprężyny były już trupami.
Fotek tylko kilka a to dlatego że karta się zapełniła. Żeby zdemontować amortyzatory trzeba było naturalnie zdjąć tylną kanapę, tylne słupki i tylną półkę z roletą. Nastepnie żeby same amortyzatory dało się wyjąć, konieczne było odkręcenie jednego z wahaczy i wygięcie go tak żeby amortyzator miał więcej miejsca.



Następnie trzeba było rozbroić owe kolumny, tutaj przedstawiam metodę zgodną z zasadami BHP czyli chwyć za wkrętarkę, zamknij oczy, odwróć się i naciśnij guzik.

Po rozebraniu pierwszej kolumny moim oczom ukazał się taki widok:

A po rozebraniu drugiej jeszcze gorszy:

To jest powód tego klekotania które nagrałem stronę czy dwie wcześniej.
Następnie misja pt. jak tu ścisnąć spręzynę bez ścisków. Mieliśmy tylko łyżki żeby utrzymać ją w pozycji ściśniętej ale brak urządzenia do kompresji:

Na szczęście/niestety ten pomysł nie wypalił i udałem się do pobliskiego warsztatu po ściski. Po godzinie sprężyny były na kolumnach a wkrótce potem już na aucie:


Teraz jazda to po prostu bajka, został tylko jeden klekot czyli któryś z przednich prawych wahaczy
Być może jutro zamontuję przednie sprężyny i wtedy wrzucę jakieś fotki auta na glebie. Powolnymi krokami ten samochód zaczyna mieć ręce i nogi jeszcze troche i będzie można modzić
